Silna wola sprawia,że nawet najsłabsi mają w sobie wielką siłę.

Potrafię mówić w języku Tsuranich – powiedział William.
Katala nie wyglądała na zadowoloną, ale zgodziła się pomóc.
– Możecie na mnie liczyć – zgodził się Kasumi, chociaż na jego twarzy malowała się troska. Kulgan zerknął w jego stronę.
– Sądziłem, że spośród wszystkich tu obecnych będziesz najbardziej chętny do powrotu, a ty milczysz.
– Gdy zamknęło się ostatnie przejście, moje życie na Kołowanie dobiegło końca. Teraz jestem księciem LaMut. Moje urzędy, prawa i własności w Imperium Tsuranuanni są jedynie wspomnieniem. Nawet jeśli powrót okazałby się możliwy, i tak nie skorzystam z tego, ponieważ przysięgałem wierność Królowi. Czy zechcesz jednak – zwrócił się do Puga – przekazać wiadomość memu ojcu i bratu? Nie mają nawet pojęcia, czy żyję, czy umarłem, nie mówiąc już o tym, że powodzi mi się tu wspaniale.
– Ależ oczywiście. Należy im się jakaś wiadomość od ciebie. – Zwrócił się do Katali: – Kochana, czy mogłabyś uszyć dwie szaty zakonu Hantukama? – Skinęła głową, a on zwrócił się do reszty zebranych: – To zakon misjonarzy i na Kelewanie często można spotkać jego wędrujących przedstawicieli. W takim przebraniu nie będziemy zwracali na siebie uwagi. Meecham może być naszym żebrzącym niewolnikiem.
– Pug, mimo wszystko ten pomysł nadal mi się nie podoba – powiedział Kulgan. – Nie jestem wcale szczęśliwy... Meecham spojrzał na Kulgana.
– Ależ właśnie wtedy, gdy się martwisz, jesteś najszczęśliwszy.
Pug roześmiał się. Katala objęła męża i przytuliła się mocno. Ona też nie była szczęśliwa.
Katala podniosła szatę do góry.
– Przymierz.
Pug włożył ją na siebie i stwierdził, że leży jak ulał. Katala bardzo skrupulatnie dobrała materiał, aby jak najbardziej przypominał tkaniny używane na Kelewanie.
Pug odbywał z członkami społeczności codzienne spotkania, w czasie których przekazywał swoje obowiązki na okres nieobecności, oraz, jak wszyscy dobrze rozumieli, chociaż nikt tej myśli nie wypowiedział na głos, na ewentualność, że już nigdy nie powróci. Dominik uczył się pilnie języka Tsuranich od Kasumiego i Williama oraz wspomagał w nauce Meechama. Natomiast Kulgan otrzymał do przestudiowania prace Macrosa poświęcone przejściom, aby pomóc Pugowi przy ich tworzeniu.
Kulgan wszedł do prywatnych komnat Puga w chwili, gdy Katala przyglądała się z uwagą swemu dziełu.
– Zamarznie w tym.
– W moim rodzinnym świecie panuje gorący klimat, Kulgan. Wszyscy noszą tam właśnie takie przewiewne i cienkie szaty.
– Kobiety też? – Kiedy kiwnęła głową, dorzucił: – To nieprzyzwoite. – Przysunął sobie krzesło i usiadł.
William i Gamina wbiegli do pokoju. Teraz, gdy było pewne, że Rogen powróci do zdrowia, dziewczynka stała się zupełnie innym dzieckiem. Nie odstępowała Williama ani na krok, bawiąc się z nim, współzawodnicząc czy kłócąc jak rodzona siostra. Na czas rekonwalescencji staruszka Katala wzięła dziewczynkę do siebie i ulokowała w pomieszczeniu obok pokoju chłopca.
– Meecham idzie! – krzyknął chłopczyk i wybuchnąwszy perlistym śmiechem, biegał w kółko z radości. Gamina, naśladując Williama, również zaniosła się głośnym śmiechem i zaczęła go gonić. Pug i Kulgan spojrzeli na siebie, był to pierwszy dźwięk, jaki mała kiedykolwiek wydała z siebie. W progu pojawił się Meecham i dorośli zawtórowali dzieciom wybuchem śmiechu. Spod krótkiej szaty wystawały owłosione nogi i ręce potężnego leśnika, który próbował niezdarnie utrzymać się na nogach obutych w kiepską imitację sandałów, jakie noszą Tsurani. Obrzucił ich ponurym spojrzeniem.
– No i co w tym śmiesznego?
– Tak się przyzwyczaiłem do twego widoku w stroju myśliwskim, że nie miałem pojęcia, iż możesz wyglądać inaczej... szczególnie tak – odpowiedział Kulgan śmiejąc się.
– Po prostu wyglądasz trochę inaczej, niż się spodziewałem – dodał Pug, dusząc w sobie z trudem kolejny napad wesołości.
Meecham pokręcił głową z obrzydzeniem.
– I co, skończyliście już? Może wystarczy? Kiedy ruszamy?
– Jutro rano, zaraz po wschodzie słońca – odpowiedział Pug. W pokoju momentalnie zapadła cisza.
Czekali w ciszy, zgromadziwszy się wokół pagórka na północnym brzegu Wyspy Stardock, na którego szczycie rosło potężne drzewo. Deszcz ustał na chwilę, lecz lodowate podmuchy wilgotnego wiatru niosły zapowiedź kolejnych opadów. Większość społeczności wyspy pojawiła się przy pagórku, aby pożegnać Puga, Dominika i Meechama przed wyruszeniem w podróż. Kalała stała u boku Kulgana, wspierając dłonie na ramionach Williama. Gamina, zdenerwowana i trochę przestraszona, trzymała się kurczowo jej spódnicy.
Pug stał samotnie, przebiegając jeszcze raz wzrokiem pergamin, który sporządził. Meecham i Dominik, trzęsąc się z zimna, stali o parę kroków dalej, słuchając z uwagą słów Kasumiego. Mówił szybko, starając się przekazać im w ostatniej chwili jak najwięcej szczegółów dotyczących życia i zwyczajów Tsuranich, które mogły im się przydać. Bez przerwy przypominał sobie jakieś detale, które przedtem wyleciały mu z pamięci. Meecham trzymał w ręku torbę przygotowaną przez Puga. Były w niej wszystkie, typowe dla wędrownego kapłana przedmioty. Pod nimi znajdowało się również kilka rzeczy raczej nietypowych dla mnicha z Kelewanu: broń i metalowe monety, prawdziwa fortuna według standardów Kelewanu.
Kulgan udał się na wskazane przez Puga miejsce, dzierżąc w dłoni długą laskę, wyrzeźbioną w drewnie przez cieślę z wioski. Wbił ją mocno w ziemię, następnie zrobił to samo z drugą, umieszczając ją niecałe półtora metra od pierwszej. Cofnął się, a Pug zaczął głośno odczytywać treść zwoju.